…NO I STAŁO SIĘ
kurzyłam się. Ostatnio wiele rzeczy mnie wkurza, ale jak to w takich przypadkach – jedne bardziej, inne mniej. Jeszcze nie weszłam w trans pisania, jeszcze nie nabyłam nawyku pisania, takiego jak kiedyś ale cieszyłam się na tego (wordpress’owego) bloga, chociaż miałam wątpliwości co do adresu i jego image’u. Jak znam życie, pewnie jeszcze kilka razy go pozmieniam…w sumie nie wygląd jest najważniejszy, nie mniej jednak miło się pisze gdzieś, na czymś coś fajnie wygląda…
…a może lepiej go nie „uładniać” bo mi wygląd nad treścią zapanuje
(pewnie już tak jest).
Kurde, nie mogę się skupić no… i to nie teraz tylko w ogóle.
No właśnie, wkurzyłam się. Teraz właśnie kiedy powstała nowa wersja strony M&N a na niej miał być link na mojego onetowskiego bloga, na właśnie tego o którym ostatnio wspominałam, kontrowersyjnego dla wielu, po prostu go nie ma. Wspaniały onet wziął go i zlikwidował, jednym pieprzonym kliknięciem bezpowrotnie zlikwidował go….po mimo iż istniał od 2004 roku i było na nim około 60 tys. wizyt, zajmował wysokie miejsca w wielu rankingach, a co najważniejsze, był powiernikiem wszystkiego co wtedy mnie trapiło i cieszyło, był moim spowiednikiem w tamtym okresie…ech…
M zapobiegliwie zgrał go kiedyś na twardziela, tak że nie do końca został zaprzepaszczony, jednak szkoda mi strasznie tamtych komentarzy, na gorąco, po takich emocjach….szkoda no szkoda strasznie. Chociaż przyznam się szczerze że gdyby kiedyś się to stało (kiedyś to znaczy w tamtych czasach) to chyba bym wyła przez miesiąc i nie spała przez co najmniej tydzień. Teraz nie spałam tylko przez jedną noc…
Trudno, mam po prostu nauczkę. Tak o jest jak się nie dba o swoje, jak się nie pielęgnuje tego co kiedyś pozwalało przeżyć. To kara i tyle…
Pisałam do Onetu, o dziwo dostałam w odpowiedzi nawet 2 maile i to po kilku niemal godzinach. Mojego bloga musieli skasować bo od długiego czasu nie było na nim żadnej notki…kur….
…a logowałam się i myślałam że to wystarczy, że tyle tysięcy odwiedzin, że ciągle nowe komentarze…
Przypomniało mi się teraz jeszcze jak M pisał do mnie kiedyś, że mam wpisać cokolwiek na tym blogu, cokolwiek żeby go tylko nie skasowali, no i mam…nerwy poczucie winy no i niesmak…
Zdaję sobie sprawę że dla kogoś nie wtajemniczonego, moje biadolenie może wydawać się przesadne i śmieszne, jednak tak nie jest…trochę się czuję jakby umarł mi Przyjaciel którego od bardzo dawna nie odwiedzałam…tak strasznie przywiązuję się do wszystkiego, tak skrupulatnie zbieram wszystko, każdy najdrobniejszy przedmiocik, a tu….ech….
Z jednej strony to nauczka i przestroga, coś na kształt kary, a z drugiej strony….może wskazówka że pora przestać rozpamiętywać i wspominać…a zacząć planować i tworzyć…
…żeby znowu było o czym pisać…tylko że ja nie potrafię się najczęściej w tym wszystkim odnaleźć….
W tej chwili adres jest zajęty jakimś dziwnym cytrynowym blogiem na którym nawet nie wiem czy jest jedna notka…ale spoko, jeśli onet trzyma się swojego regulaminu to po pół roku nie pisania notek powinni bloga lasce skasować a wtedy przejmę go, i będę miała z powrotem mój adres, wyślę przynajmniej to co mam na serwer….. żebym tylko mogła i miała o czym pisać…









Dodaj komentarz