Body Exhibition – jak tu nie zostać ekshibicjonistą?
Dziś zgodnie z umową relacja z wystawy Body Exhibition… oraz zdjęcia z
kilku naszych ostatnich wypraw z cyklu ” zapomniane i opuszczone”.
Body Exhibition to dzieło chińskich anatomów i patologów z Dalian.
Pomysłodawcą jest amerykanin dr Glower. Nawet amatorskie oko już na początek
będzie w stanie stwierdzić, że owe dzieła bazują na azjatyckich tkankach.
Krótkie kończyny, małe organy, specyficzne paznokcie i sztywne resztki
owłosienia – jak nic azjaci. Co ciekawe – już sam ten fakt dość
przeszkadzał. Dysproporcja pomiędzy standardem a wspomnianą miniaturyzacją nie
pozwalała do końca skupić się na szczegółach. No ale… cokolwiek by tu
napisać to i tak nic nie odda klimatu śmierci oraz uczucia marności, które
można spotkać na tej wystawie. Od śmierci dzieli nas tu tylko powietrze -
oko w oko z trupem. Wielu z Was pyta jak to jest możliwe, aby ciało ludzkie
przypominało do złudzenia plastikowy gadżet z wydziału anatomii? Na pozór
proste – w rzeczywistości dość trudne. Ciało po śmierci ulega
rozkładowi – obecność bakterii jakie na codzień w nas żyją zaczyna być widoczna
do granic możliwości. Człowiek umierając zamienia się w biologiczną
bombę. Proces jest łatwy do zatrzymania – kilka zastrzyków roztworu
formaliny w najbardziej aktywne miejsca załatwi sprawę na kilka godzin.
Balsamowanie ukryje oznaki śmierci na kilka tygodni. Plastynacja natomiast – zatrzyma
proces do końca. Kąpiele w acetonie w celu związania wody, następnie
odparowanie i injekcja plastyfikatora – tak w mega skrócie. Preparowanie
poszczególnych narządów trwa kilka dni, całego ciała nawet do roku. Efekt?
Piorunujący!
Body Exhibition w warszawskim Blue City już od początku pokazała jak to
jest ze śmiercią w Polsce – nic tylko uprzedzenia, zacofanie, ciemnota…
wszystko okraszone katolickim skwarkiem. Prokuratura, sanepid, organizacje od
ratowania życia… Armia… Po prostu żal i wstyd…
Wśród tych wszystkich mięśni, kości, tętnic i żył, których repliki
nosimy w sobie, można dojrzeć ład i gruntownie przemyślaną konstrukcję,
która na codzień lubi zawodzić. Oglądając poszczególne preparaty
łatwo dochodzimy do momentu, kiedy mówimy sobie – eeee… nie mogę tak
wyglądać! Ja pewnie mam zupełnie inaczej…Lepiej… Ładniej…
Hehe… Widać to w oczach wielu zwiedzających… Ten grymas na twarzy…
Niesmak…
Szczerze – jakoś nas nic nie zaskoczyło i nie zniesmaczyło. Największe
wrażenie robi ekspozycja ciała pokrojonego w 5mm plasterki oraz pokój z
płodami i noworodkami. Technologia preparowania dwumiesięcznego płodu
pozostaje w obrębie tylko naszych domysłów, a kwestia refleksji towarzyszących
wizycie w tym pokoju to totalny kosmos. To trzeba po prostu zobaczyć.
Minusy całego przedsięwzięcia – brak możliwości filmowania i
fotografowania ekspozycji, a także brak kilku ciekawych egzemplarzy z całej serii
(polska wystawa to tylko część całości). Analizując to wszystko dochodzimy
do jednego wniosku – prace słynnego doktora von Hagensa nie mają sobie
równych! Naszym śmiertelnym obowiązkiem jest wycieczka do niemieckiego Gubina
i eksploracja tej unikatowej wystawy.

W wolnym czasie odwiedzamy opuszczone miejsca w naszym rejonie. Oto krótkie
fotograficzne sprawozdanie















W ramach spraw z kręgu wioski K
Nasi ulubieni sąsiedzi wytoczyli nam proces o puszczanie zbyt głośnej
muzyki!!!??? Cóż…hmmm… yyyy… normalnie nie wiem co powiedzieć. Ale wiem
co zrobić ![]()
P.S. Tekst który zmasakrował ostatnimi czasy nasze “ponure” życie – nasi
ulubieni sąsiedzi twierdzą, że ich cyt.” 14 letni syn Dawid boi się
naszego karawanu i w wyniku tego nie może w nocy spać” !!!!!!! ?????
Nie wiem jak Wy, ale ja sądzę, że jeśli 14 letni chłopak boi się auta
to chyba ma jakieś problemy natury psychologiczno-motoryzacyjnej i winien
czym prędzej udać się do psychologa tudzież na stację diagnostyczną.
Drodzy sąsiedzi – normalnie rządzicie!!!
Dedykacja – dla wszystkich, którzy boją się karawanów – klip
przygotowany przez naszych znajomych z klubu karawanów z Denver…
“I drive a hearse, things could be worse I could be riding in the back” ![]()
Dokładnie tak…








A te nagrobki to gdzie się znajdują?
Zdjęcia pochodzą z cmentarza żydowskiego w Chęstochowie (tereny huty) oraz z cmentarza w Cieszowie. Przed wycieczką na ten pierwszy przestrzegamy – plaga kleszczy
Mimo to warto…
Zdjęcia interesujące, a kleszczom dam rade
piękne zdjęcia z jakże magicznych miejsc … jestem pod wielkim wrażeniem.